RSS
piątek, 07 stycznia 2011
Co potrafi 11-miesięczniak

Alanek potrafi już sporo(moim obiektywnym zdaniem:)) jak na swoje 11 miesięcy życia

CHODZENIE- i to już od miesiąca. Z dnia na dzień postanowił chodzić i bardzo mu sie to podoba. Potrafi dotrzeć gdzie chce i nie jest już zdany na "łaskę" dorosłych. O tym, że jego małe, ale szybkie kroczki przysparzają dwa razy więcej obowiązków nie musze mówić:)

CZEŚĆ-  tez od dłuższego czasu. Alan potrafi zrobić "cześć" czyli na wystawioną w jego strone dłoń podaje swoją z uśmiechem, bo wie, że zaraz ktoś potrząśnie jego rączką, a to jest przecież taaakie śmieszne:)

PAPA- to od niedawna. "papa" w jego wersji to nie machanie rączką, tylko zginnie i prostowanie paluszków. Jeszcze słodsze!:)

BEZPIECZNE SCHODZENIE- z kanapy tudzież innych obiektów na niewielkich wysokościach. Już od dawna wie, że schodzi sie TYŁEM:)

POKAZYWANIE- sztuka wciąż doskonalona, gdyz jak na razie w książeczce Alan potrafi pokazać tylko biedronkę, patrząc ze zdziwieniem gdy pokazuje mu inne zwierzątka i naślacując wydawane przez nich dźwięki. W ogóle jesli chodzi o książki to najlepiej mu wychodzi zamykanie ich...;) Potrafi tez pokazać gdzie jest konik na plakacie w jego pokoju. I tyle.

MOWA- ma swoje ulubione "wyrazy" które wykrzykuje w chwilach radości: "tiki-tiki" i "tuchu-tuchu". Zawzięcie tez tłumaczy dorosłym różne sprawy, nie rzadko gestykulując:)

Jeśli chodz o przypadkowe umiejetności, to moge dopisać nagrywanie filmu, włączanie radia w TV(nawet ja nie wiem jak to zrobić) wyjmowanie płyty z dvd. Wiadomo...wystarczy że przez minute ma w zasięgu swojej władzy pilot lub sprzet eletroniczny. Na szczęście komputer jest już wysoko:)

Jesli chodzi o posłuszeństwo to na razie wypada słabo. Alanek zdaje się świadomie, z uśmiechem łamać zakazy. Ale pracujemy nad tym, pracujemy:)

10:54, showcase
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 03 stycznia 2011
Chorobowo

Wizyta w przychodni zakończyła się diagnozą: mama-zpalenia gardła Alanek- zapalenie krtani.

Wiec zaraz hyc do apteki a tam portfel wyszczuplał o pół tysiąca. Alan nie dostał antybiotyku za to 4 syropki, 2 areozole i najciekawszy punkt programu- nebulizator wraz z lekiem do kupienia. Kupiliśmy więc. Inhalowanie dwa razy dziennie małego dziecka przez maseczkę jest dużym wyzwaniem, tym bardziej że nie trwa to 5 min...:/ i tak naprawdę nie wiem, czy to pomogło do końca. Po 5 dniach Synek wciąż trochę chory, trochę nie...

Skąd u dziecka taka infekcja? Od kataru i suchego, domowego powietrza... Pani doktor poleciła robić "łaźnie parowe w łazience" aż będzie sie lało po ścianach. I choć łazienka duuuża, to wentylacja słaba, więc bez problemu przez pół godziny Alan oddycha powietrzem ze 90% wilgotnością:)

Choroba zmieniła go trochę. Stwierdził, że przytulanie do mamy i taty jest fajne, więc stał się trochę kochaną przylepką. W końcu!!;) I zamienił się z tatusiem sypialniami. Alanek śpi z mamusią, a tata z łóżku-samochodzie w sypialni Synka. Może nie powinna tego mówić, ale w ogóle mi to nie przeszkadza. Tata i tak zawsze zasypia w salonie przed tv...;)

Marzenie o balu sylwestrowy prysnęło jak bańka mydlana...:/

 

 

 

Może jeszcze coś zostało...;)

13:31, showcase
Link Komentarze (1) »
wtorek, 28 grudnia 2010
Zakatarzone święta

Dostaliśmy z Alankiem pod choinkę katar. Przyszedł dzień przed wigilia i do tej pory odejść nie chce. I o ile dla mnie ketar= zero przyjemności z kosztowania świątecznych potraw, tylke dla Alanka oznacza niemozność snu, swobodnego oddechu i ogólne rozdrażnienie. Nie spałam wiec 4 noce:)  Dodam, ze wigilie i swięta dla rodziny organizowałam ja, więc roboty było pod dostatkiem. Z powodu wielkiego metrażu rozinka również u nas nocowała, Alan wylądował w łóżku z mamą i tatą i swoim przenikliwym płaczem nie dał pospać nikomu....

wyjątkowe były te świeta jak nic! Ledwo przytomna, z gorączką i zatkanymi zatokami próbowałam byż dobrą gospodynią, choć marzyłam tylko o tym żeby wszyscy sobie poszli i zostawili mnie z kocykiem i herbatką. JA naprawdę kocham święta i moją rodzinkę ale nie w stanie chorobowym!!!

Poza tymi przykrymi dolegliwościami wigilia udała sie cudnie. Był prawdziwy święty mikołaj-tatuś, którego Alanek wcale się nie bał, Była góra jedzenia i góra prezentów dla każdego. Miło, rodzinnie. Tylko czegoś mi tam brakowało. Pewnie smaku..;) hehe

 

Sprawdza, czy oby Mikołaj nie przegapił jakiegoś prezentu;)

 

W tle biedna choinka bez łańcuchów;)

13:26, showcase
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 grudnia 2010
Fisher Price

Grudzień to szał zakupów. Największą radość oczywiście sprawia kupowanie prezentów dzieciom. I tu zaczyna się dylemat: czy warto kupować dziecku, drogie, fimowe, MODNE zabawki jakimi bez wątpienia sa zabawki firmy Fisher Price? Opowiedź: oczywiście, ze tak i oczywiście że nie.

Niestety mimo wysiłkom umysłowym nie udałomi się postawić konkretnej tezy, ani też zająć konkretnego stanowiska.

Plusem kupowania tych zabawek jest bez wątpienia jakość ich wykonania, piekne kolory i co dla mnie najwazniejsze, przyjemny, czysty dźwięk w zabawkach interaktywnych. Dla mnie, mogą one śpiewać i grać pół dnia nie doprowadzając mnie do szału:) To zupełnie inna era od zabawek z mojego pokolenia. Jeśli ja lub moje rodzeństwo dostaliśmy zabawkę interaktywną(czyli po prostu wydającą dźwięki) nasza mama po jednym dniu wyjmowała zeń baterie i po zabawie:) Dowiedzieliśmy się o tym wiele lat później oczywiście. Ale tak to wyglądało. Tamte dźwięki były nie do wytrzymania!

Ok. teraz minusy. Oczywiśce cena. Choćby szukać najtańszej oferty w ceneo zabawki Fisher Price i tak przebijają wszystkie inne. Moim zdaniem nie sa warte swojej ceny, ale jednocześnie nic tańszego nie doruwnuje im akością. Błędne koło. Tak napradę wszyscy wiemy, ze płacimy za markę, no bo ile może kosztować wyprodukowanie" Pchaczyka"? Parę poskręcanych plasikowych kawałków grających i świecących? No ile? 20zł? A za ile znajdziemy go najtaniej w internecie? Za 127 zł! Chcąc dać dziecku co najlepsze klikamy, kupujemy, po czym stwierdzamy, ze....nie było warto. Tak naprawdę Zarówno tem "pchaczyk" za 127 zł jak i grający telefon za 10 zł, którym dziecko zajmuje się z równym zaangażowaniem są.......MADE IN CHINA...

Dziecko i tak najlepiej bawi się opakowaniem po jogurcie i tokenem do konta:)

I jest zagubione w tym swiecie "edukacyjnych" zabawek:)

 

Ja jako typowy przykład mataki zaślepionej trendami chcę kupować, kupować, kupować!:) niestety.

 

co u mojego brzdąca? Jest zabiegany, rozgadany i oczywiście najukochańszy na świecie!

 

Tutaj z kluczami:

 

A tu oddaje sie swojemu ulubionemu zajęciu: picie herbatki i oglądanie reklam:)

 

Dziecko nasze wypija około 7-8  120ml butelek herbatki na dobę. Odmawia picia z kubka-niekapka. Smoczek od butelki zastapił mu ssany od maleńkości kciuk. Dlatego ciągle pije, a jak wypije to i tak nie rozstaje się z pustą butelką. Trzeba mu ją odebrać podstepem bo inaczej płacz!

Jesteśmy beznadziejnym przypadkiem rodziców: im bardziej kochamy tym bardziej rozpieszczamy! A że kochamy z dnia na dzień coraz mocniej tego mondralę, siła rozpieszczenia rośnie wprost proporcjonalnie do jego wieku:)

Także noworodek, króry w dzień i noc spał grzecznie w soim łózeczku, teraz  zgadza się na sen wyłącznie usypiany przez mamusię w łóżku rodziców. Bobas, który nie miał smoczka, nie rozstaje się ze smokiem od butelki, który jest przeciez taaaaaki niezdrowy dla niego! Nie wiem do końca dlaczego, ale przypuszczam, ze chodzi o ząbki:)

A propos ząbków! Kupiliśmy brzdącowi też pierwszą pastę . Próba umycia małych ząbków silikonową szczoteczą zakończyła się chęcią pożarcia jej przez głównego zainteresowanego:)

Się rozgadałam:)

12:14, showcase
Link Komentarze (3) »
piątek, 10 grudnia 2010
Szczęściara wśród Babć!

Jestem szczęściarą. Nawet to, że miejsce naszego zamieszkania jest oddalone od obydwu babć o jakieś 40-50 km nie przeszkadza w tym, żeby zorganizować wolny dzień dla młodej matki. I o ile wczesniej ten wolny dzień oznaczał swobodne wyjście na zakupy i południową Sangriję tak teraz oznacza to możliwość przygotowania sie do egzaminów i odśnieżanie "przeddomu":) Ale i tak cieszy!

Mamy z konkubenten to szczęście, że nasze mamy chętnie i z radością zajmują się wnuczkiem. Mama mojego mężczyzny, nie pracuje już zawodowo tak więc "wolne" dni i noce:)zawdzięczamy właśnie jej. Mimo tego, że czasem jej zachowanie mnie drażni, nie mogę nie dostrzec pozytywów jakie wynikają z faktu posiadania babci. Babcie są fajne! Kochają i rozpieszczają!:) W moim dzieciństwie była babcia i mój syn też będzie miał możliwość cieszyć się ich obecnością . Bo dziadkami już niestety nie...

To czy pozwolą sobie wejść na głowę to ich sprawa. Byle nie  wpajały w niego złych nawyków. I o ile mojej mamie mogę zawsze zwrócić uwagę i poprosić o wszystko, tak z "teściową" te ralacje są zuuuuupełnie inne. Ale to chyba standart.

 

i choć wiem, że poradziłabym sobie bez jej pomocy. To jednak mój egoizm i zdrowie psychiczne dziękują jej:)

14:09, showcase
Link Komentarze (1) »
wtorek, 07 grudnia 2010
Chodzi!

Wczoraj, z okazji mikołajek przełamał się! Już sam, elegancko spaceruje po domu:) Mój zdolny, kochany Synek:) Potrafi już nawet ze 3 metry przejść.Pprzy tym zabawnie balasuje ramionami, żeby nie stracić równowagi:) Nie mogę się napatrzeć, nadziwić i nacieszyć tym widokiem:)

Każdy jego kroczek powoduje wzajemne szturchanie rodziców "patrz, patrz":) I każdy przebyty przez niego samodzielnie dystans jest nagradzany brawami i pochwałami. Chodzenie ewidentnie spodobło mu się i jak na razie nie spowodowało żadnego upadku:)

dziś czuję się wyjątkowo wypoczęta:) Zasypiając wczoraj wieczorem przed 23, tradycyjnie w łóżku nad książką z biochemii(nie, żeby mnie to nie interesowało, skąd!:)) obudziło mnie dziś po 7 gadanie synka dobiegające z jego pokoju. Oznacza to że spałam ok 8 godz, co jest wielkim luksusem. Podobno obudził się w nocy, ale tym razem jego tata stanął na wysokości zadania i zajął się sprawą:)

Weekend też swobodny. Zapowiedziałam swojemu mężczyźnie, że jeżeli nie oddelegujemy małego do babci i nie wybierzemy się gdzieś do miasta, to w poniedziałek z pewnością wywiozą mnie stąd w białym kaftanie. Mężczyzna wziął sobie sprawę do serca.  Tylko oczywiście kwestię "no to co robimy" musiałam załatwić ja! Wybraliśmy się więc do kina 5D w Forcie Wola(najtragiczniejszym centrum w warszawie). Wytrzęsło mnie natym filmie, wypryskali wodą(musiałam ratować makijaż:)) i tyle. Ale zawsze coś:) Reszta wieczoru upłynęła na sączeniu przeze mnie drinków przy jednoczesnym pilnowaniu przez mężczyznę lokalu:)

Jestem zdrowsza psychicznie:)

09:23, showcase
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 grudnia 2010
Mężczyzno, puchu marny!

No dobra, wiem, że zima, wiem, że dojazdy, wiem że zbuntowani pracownicy, wiem, że niewypłacalni inwestorzy, wiem, ze niedotrzymane terminy. Ale na Boga! Ileż można?!

"Będę w domu wcześniej" - dla normalnych ludzi to znaczy 16:00 a nie 20:00!!

" O! Mały JUŻ śpi?" - jest 20:47 do cholery!! trzeba wracać wcześniej do domu!

"No i po co to zamówiłaś? To takie pilne?!"- Rozumiem że pokrowce na stare, podarte krzesła są mniej pilnym wydatkiem niż 3x droższa nawigacja GPS kupiona przez Ciebie miesiąc temu!!

"Daj mi spokój! Nie mam teraz do tego głowy" - przepraszam jaśnie Pana, że mam odwagę prosić o chwilę zainteresowania i zorganizowania czegoś tylko dla nas DWOJGA.

"Nie wiem o co Ci chodzi! Przecież to powinna być dla Ciebie największa radość!"-  tak, siedzenie całymi dniami w domu z marudzącym dzieckiem, spełnianie jego potrzeb, sprzątanie, pranie, prasowanie. Nieeee, spoko! To całkiem w porządku dla mojej psychiki, że przez cały dzień nie mam się do kogo odezwać, że w ogóle nie widuję ludzi. A przez ten śnieg nawet nie mogę się ruszyć z domu na krok. No bo niby jak?

"No, zrzucisz jeszcze te 7 kg i będzie dobrze"-  spójrz na siebie!

 

Kroplą przelewającą czarę była dzisiejsza noc, kiedy to mój mężczyzna nie mogąc uśpić dziecka, które się przebudziło, zaniósł je do naszej sypialni, gdzie ja smacznie spałam, a sam wrócił na dół, do salonu oglądać tv. Kiedy obudziły mnie jeki Alana, myślałam, że rozszarpię tego niewdzięcznego gada! Zero wsparcia! Zero!!!

 

dobry ojciec? dobry partner? Nie znam takiego!

11:06, showcase
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 listopada 2010
Infekca u 10-miesięczniaka

W końcu dopadła i mojego Synka! Wirusowe zapalenie gardła. Dzięki Bogu za niedzielne wizyty domowe(szczególnie gdy wieś zasypał śnieg:)) Jak sobie radzimy z chorobą? Matka w takim czasie dostaje sił i więcej cierpliwości. Dzięki temu udaje mi się przetrwać mimo dwóch nieprzespanych nocy. Mam więcej czułości dla tego brzdąca, który mimo gorączki ponad 39 stopni potrafi sie uśmiechnąć. Żal mi go, jest nieswój i męczy się bidulek nieozumiejąc dlaczego.

Jego choroba zgrała się niefortunnie z weekendowymi odwiedzinami mojej rodzinki. Jednak plan "całonocne granie w kanastę" udał się:) siedzieliśmy w ciepłym domku i obserwowaliśmy prószący śnieg. Teraz tez prószy. A widok z naszego gabinetu prezentuje się tak:

 

Jest też tradycyjny bałwan z pierwszego śniegu, który nie wytrzymał presji nocnej śnieżycy:

 

A najważniejsze! Alan wczoraj skończył 10miesięcy i do jego osiągnięć możemy zaliczyć pierwsze kroki, które zademonstrował dzień przed rocznicą. Nie ukrywam, że jego Tatuś bardzo go w tym dopingował, gdyż sam mając 10 miesięcy nie wyrabiał (podobno) na zakrętach. Nie chciał więc, żeby Syn okazał się "gorszy" :) Tak więc pierwsze samodzielne kroczki bez upadku zaliczone, waga- 9100 g, apetyt- dopisuje, piąty ząbek jest no i pierwsza infekcja zaliczona. Mam nadzieje, że minie szybko i że synek przekona się, że syropki są jednak pyszne:)

12:06, showcase
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 22 listopada 2010
Nowe umiejętności

Ciągle zapominam opisać nowe umiejetności synka. A przecież to kroki milowe! Alanek dopracowuje do perfekcji chwyt "kciuk-palec wkazujący":) Zbiera z podłogi najmniejsze okruszki, wciska wszelkie możliwe guziki, o wsadzaniu palca do oczu niczego niepodejrzewajacych rodziców kuż nie wspomnę:) I w ten sam słodki sposób potrafi wszystkim wszem i wobec pokazać PALUSZKIEM gdzie w książce znajduje się biedronka:) uparcie lekceważy kurę, bociana i motylka. Tylko biedronka! I tak jestem z niego dumna:)

 

Alan u Babci (znak rozpoznawczy: panterka i zeberka:))

 

Co jeszcze Alan potrafi? Stać! Kiedy się zapomni z jakąś zabawką w ręku potrafi stać bez podparcia nawet minutę! Niestety gdy tylko rusze się, zeby zrobić mu zdjęcie, synek wraca do parteru:)

Pojawia sie też problem. Z zasypianiem. w grę wchodzi wyłącznie usypianie z mama w wielkim łóżku. Kładzenie do łóżeczka powoduje krzyk, płacz i ogólna masakrę. To wszystko oczywiście moja wina, bo w dzień kładę go do naszego łózka. Ale po prostu nie wyobrażam sobie innej metody usypiania...:/

 

Senny wicher:)

 

Ostatnio podczas krótkich chwil samotności dopadła mnie refleksja na temat uroków i przekleństw macieżyństwa. Umiejętność, którą dziecko nabywa powoduje że pękamy z dumy, jesteśmy szczęśliwi. wszystko jest piękne i słodkie:) po paru tygodniach lub miesiącach ta sama "nowa" umiejętność jawi się nam juz zuuupełnie inaczej. Raczkowanie (wszędzie tam, gdzie mu akurat nie wolno) gaworzenie(akurat wtedy kiedy chcemy obejrzec coś w tv) wspinanie (czepianie się mamusinej nogi co powoduje niemożność przemieszczania się). Już teraz rozumiem co miała na myśli moja mama mówiąc, żebym jak najdłużej cieszyła się noworodkiem, tóry potrafi tylko machać rączkami. "Za kilka miesięcy bedziesz musiała mieć oczy dookoła głowy" Oj tak....

 

Samochodowy sen:)

11:46, showcase
Link Komentarze (2) »
wtorek, 16 listopada 2010
syneczek

Mam wrażenie graniczące z pewnością, że mój syn całkiem świadomie używa najpiękniejszego i najważniejszego słowa na świecie, czyli: "mama".

Alan mówi "mama" kiedy wychodzę z pokoju, znikam mu z oczu. Wtedy wyrusza na poszukiwania  powtarzając "mamamama". Kiedy jest śpiący, marudny lub znudzony też przyplątuje się do moich nóg jęcząc "mamamama". Nic innego tylko "mama". Na tej więc podstawie śmiało twierdzę, że on wie! On wie, że jestem mamą:) Albo mi padło ma mózg od tego siedzenia w domu:)

Synek doskonali też naukę chodzenia. Najszczęsliwszy jest, kiedy dorosły trzyma go za rączki a on jak na homo sapiens sapiens przystało porusza się na dwóch nogach, będąc jednocześnie najszczęsliwszym dzieckiem na świecie:) Niestety skutkuje to nieustającym bólem pleców jego udręczonej matki. Naprawdę czuję się się jak staruszka z tym nieusającym bólem. To normalne przy małym dziecku?

Co prawda miesiąc temu na wizycie u Pani Ortopedy dostaliśmy stanowczy zakaz takiego "prowadzania za rączki". No ale skoro on tak sie rwie....

A ja znów się odchudzam. Dziś jest 7. dzień diety ONZ a ja schudłam już 2,8 kg. Za miesiąc planuję więc chodzić wyłącznie w bikini!;)

11:07, showcase
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
stat4u